Post

Więcej przyjemności niż wyrzeczeń

Niedługo minie pięćset lat, odkąd reformacja pozbawiła Wielki Post jakichkolwiek konotacji znaczeniowych. Choć nadal uwzględniają go kalendarze, żaden Szwed nie zmienia z tego powodu swoich żywieniowych przyzwyczajeń. No, może z jednym wyjątkiem, który jednak z postem niewiele ma wspólnego. Ledwie znikną ze sklepów sprzedawane po okazyjnie niskich cenach bożonarodzeniowe świnki z marcepana, w witrynach pojawiają się inne szwedzkie specjały: ciastka wielkopostne (albo zapustne), zwane po sztokholmsku semlor. Dawniej jadało się je na deser w wielkopostny poniedziałek lub wtorek, w głębokich talerzach, z gorącym mlekiem i z cynamonem. Obecnie zjada się je najczęściej „na sucho”, przeważnie podczas przerwy śniadaniowej w pracy. Sprowadzone w wieku XVIII z Niemiec, odcisnęły na historii Szwecji niezatarte piętno. W wielkopostny poniedziałek roku 1771 król Adolf Fryderyk zmarł między innymi wskutek nadmiernej ich konsumpcji, zakrapianej szampanem.
       Podczas Wielkiego Postu zmieniają się nie do poznania zazwyczaj szare i ponure o tej porze roku szwedzkie targowiska. Lśnią wszystkimi kolorami tęczy, dzięki wielkopostnym (wielkanocnym) bukietom, czyli zdobionym barwionymi wiązkami pierza brzozowym gałązkom. Wstawione do wody, puszczają pierwsze, seledynowe listki. To niemal magiczny rytuał, mający zachęcić wiosnę do rychlejszego nadejścia. Pierwowzór gałązek wielkopostnych stanowią pstrokate palemki wielkanocne, którymi od dawna czczono niedzielę palmową w Europie Środkowej. Istnieje także rodzime ich źródło – wielkanocne rózgi. Niegdyś głowa rodziny okładała nimi domowników w wielkopiątkowy poranek, żeby nie zapomnieli o biczowaniu Jezusa. Nie było jednak na tych rózgach żadnych piórek, które by choć trochę uśmierzyły ból.