Szwedzka literatura dla dzieci, część II

Birgitta Fransson

Wróćmy jednak do 1945 roku określanego rokiem przełomowym dla szwedzkiej literatury dla dzieci. Wtedy to po raz pierwszy pojawia się Pippi Langstrump. Ta silna, uparta, rudowłosa dziewczynka stopniowo podbiła niemal cały świat. Jak przeczytałam niedawno w jakimś artykule, książki Astrid Lindgren są dziś przetłumaczone na bez mała 80 języków. Szwecja uchroniła się od wojny, a choć z nastaniem pokoju w Europie nie musieliśmy poświęcić wszystkiego na odbudowę kraju, to wiele osób zastanawiało się nad tym, co należałoby zrobić w przyszłości, by wojna nigdy się nie powtórzyła. Wspomniany już przeze mnie poeta Lennart Hellsing, który zadebiutował jako autor książek dla dzieci w 1945 roku, tak mówił potem o swoim wyborze: "Po wojnie trzeba było wszystko zacząć od nowa. Sądziliśmy że przyszłość bez wojen zależała od odpowiedniego wychowania. Dorosłym w tej kwestii nie można już było pomóc. Jeśli coś zmieniać, to w młodym pokoleniu. Dlatego zacząłem pisać dla dzieci." I pisał fantazyjne wiersze i bajki, w których igra słowem i dźwiękiem, książeczki wyrażające solidarność z dzieckiem. Twierdził, że nie można wychować dzieci, one mają wychować się same. Ważne jest jednak, by przekazać im otwartość w postrzeganiu świata i radość. W 1945 roku nauczyciele nadal mieli prawo wymierzać karę cielesną uczniom. Zakaz wprowadzono dopiero w 1958 roku a i wiele lat trzeba było jeszcze poczekać, zanim zakaz bicia dzieci zaczął także obowiązywać rodziców. Ale powoli zaczęło się jednak rozprzestrzeniać nowe spojrzenie na kwestię wychowania dzieci. Nie było już oczywistością, że dziecko miało być cicho i słuchać. Powoli pojawiało się zrozumienie, jak ważne dla najmłodszych jest wyrażanie swych uczuć i uczenie się samodzielnego myślenia. Astrid Lindgren wcześnie miała świadomość tego. Już w 1939 roku, zanim zadebiutowała jako pisarka, wysłała do gazety list o następującej treści:

"Nie jest łatwo być dzieckiem, o nie! Ciężko, bardzo ciężko. Co oznacza więc bycie dzieckiem? Oznacza to mianowicie, że trzeba kłaść się, wstawać, ubierać się, jeść, myć zęby i siąkać nos na zawołanie dorosłych, a nie kiedy samo miałoby się na to ochotę. Znaczy to, że trzeba jeść ciemny chleb, kiedy ma się ochotę na jasny, że bez mrugnięcia trzeba pobiec do nabiałowego, kiedy właśnie miało się ochotę poczytać książkę. Poza tym znaczy to, że bez skargi należy wysłuchać najbardziej osobistych uwag ze strony dorosłych na temat swego wyglądu, zdrowia, ubrania i perspektyw na przyszłość. Zawsze się zastanawiałam, co by było, gdyby nagle zacząć dorosłych traktować w taki sposób."

Astrid Lindgren faktycznie wczuła się w dziecięcy sposób odbioru świata. Widać to także w jej książce Fizia Pończoszanka, która po ukazaniu się otrzymała dobre recenzje. Dzieci pokochały Pippi od zaraz. Ale z czasem ze strony nauczycieli i rodziców pojawiły się głosy krytyczne, gdyż Pippi była niewychowana, zbyt samodzielna i stanowiła zły przykład dla wszystkich dzieci. Co by się stało, gdyby wszystkie dzieci zaczęły zachowywać się tak jak ona, śpiąc z nogami na poduszce, trzymając konia na werandzie i będąc zarozumiałymi wobec dorosłych? A w wielu krajach, gdzie dokonano przekładu książki, tłumacz - lub wydawnictwo - stłumił wymowę miejsc w tekście kwestionujących autorytet dorosłych. Stało się tak szczególnie we Francji i w Niemczech, a nawet w Polsce, choć tu zmiany wydają się być niewielkie.

Wiele kobiet na całym świecie przyznało, jak wielkie znaczenie dla ich wiary w siebie miała Pippi Långstrump ze swą samodzielnością i siłą. W końcu mogły przeczytać książkę o dziewczynce, która nie była jedynie lękliwa i miła, ale panowała nad swoim otoczeniem i robiła to, na co miała ochotę! Mając nawet świadomość, że to bajka i że takich Pippi nie ma w rzeczywistości, czytanie o niej napawało siłą i wiarą w siebie.

W okresie ponad pół wieku od momentu wydania Pippi wiele się oczywiście wydarzyło w szwedzkiej literaturze dziecięcej. Wydaje się dziś więcej książek, ale nie wszystkie są dobre, część z nich to po prostu śmieci albo budzą obojętne odczucia. Ale tych dobrych rzeczy jest jednak na tyle dość, by każde dziecko znalazło coś dla siebie. Dzisiejszy problem polega na tym, że o czas dzieci i młodzieży konkurują także telewizja, gry komputerowe i zajęcia hobbystyczne wszelkiego rodzaju. Wielu trudno jest znaleźć chwilę spokoju, by usiąść i poczytać.

Status literatury dziecięcej zmienił się w dużym stopniu na korzyść w porównaniu z sytuacją przed 40, 50 laty. Wówczas trudno było sobie wyobrazić studiowanie literatury dla dzieci na uniwersytetach albo pisanie rozpraw doktorskich o autorach literatury dziecięcej.

Dziś jest to oczywistość. Mamy też w Szwecji Instytut Literatury Dziecięcej zbierający książki dla dzieci wydawane w Szwecji oraz literaturę z całego świata na temat tych książek, gdzie naukowcy i studenci mogą sięgnąć po konieczną wiedzę. Jest to swojego rodzaju narodowa biblioteka literatury dziecięcej.

Mimo to trzeba oczywiście walczyć o to, by literatura dla dzieci była postrzegana na równi z literaturą dla dorosłych. Nadal są to dwa osobne obiegi rzadko wchodzące we wzajemny kontakt. Osoby studiujące lub recenzujące "dorosłą" literaturę najczęściej nie mają zielonego pojęcia o literaturze dla dzieci i raczej nie chcą niczego o niej się dowiedzieć.

Ciekawe, jak sytuacja wygląda w Polsce. Czy książki dla najmłodszych mają taki sam status jak literatura dla dorosłych? Czy postrzegane są w kategoriach literatury czy raczej pedagogiki? Czy pojawiają się ich recenzje w codziennej prasie?

Ja czytałam książki dla dzieci prawie przez całe życie. Dopiero mając około 20 lat stwierdziłam, że czytanie literatury dla dzieci jest dziecinne i wolałam zajmować się lekturą grubych, skomplikowanych książek dla dorosłych. I czytam je oczywiście nadal, ale z wielką radością oddaję się także lekturze książek obrazkowych oraz literatury dla dzieci i młodzieży. I nie tylko z uwagi na to, że jest to moja praca, ale dlatego, że znajduję w nich inną treść niż w książkach dla dorosłych. Gdyż dobra literatura dla dzieci podejmuje poważne egzystencjalne tematy w sposób bardziej bezpośredni i wyraźny, niż czyni to literatura "dorosła". Te książki mówią o miłości i nienawiści, samotności i lęku, przyjaźni i wyalienowaniu w sposób, który potrzebny jest także dorosłym. Z jednej strony dla naszego własnego dobra, a z drugiej strony dlatego, że wspaniale jest móc dzielić przeżycia powstałe w trakcie czytania ze swymi dziećmi, wnukami lub uczniami. Czytanie tych samych książek - czy to wspólnie na głos, czy też osobno, by móc potem o nich porozmawiać - to świetny sposób zbliżenia się do siebie i nauczenia się wzajemnego zrozumienia. Takie postępowanie stwarza grunt dla prawdziwie demokratycznych relacji między dziećmi a dorosłymi. Gdyż literaturę piękną można odczytywać na wiele różnych sposobów, nie ma interpretacji dobrej lub złej. A spojrzenie dziecka ma równą wartość, jak opinia dorosłego.

Birgitta Fransson jest dziennikarką specjalizującą się w literaturze dziecięcej i młodzieżowej, krytykiem literackim i byłą przewodniczącą sekcji szwedzkiej IBBY, (International Board on Books for Young People).